Założenia gry
Duże cywilizacje
Przywódcy
Miasta-państwa
Dzielnice
Budowle
Cuda i projekty
Jednostki
Awanse jednostki
Wielcy ludzie
Technologie
Idee
Ustroje i doktryny
Religie
Teren i jego cechy
Zasoby
Ulepszenia i szlaki
Mvemba a Nzinga
Unikalna umiejętność

Konwertyta religijny

Nie może budować dzielnic świątynnych, zyskiwać wielkich proroków i zakładać religii. Otrzymuje wszystkie wierzenia dowolnej religii, która stała się dominująca w miastach tego przywódcy. Otrzymuje apostoła dominującej religii miasta za każdym razem, gdy ukończy w nim Mbanzę albo dzielnicę kulturalną.

Podsumowanie
Kongo pod przywództwem Mvemby to państwo paradoksów: religijna cywilizacja, która nie generuje wiary i nie posiada dzielnic świątynnych, a ponadto charakteryzuje się ogromną populacją pośrodku lasu deszczowego.
Szczegółowe podejście
Pierwszym krokiem Konga jest zajęcie jak największego obszaru lasu tradycyjnego lub deszczowego, co nie powinno być trudne... chyba że w pobliżu znajduje się Brazylia. Wykorzystując Mbanzę (która już w średniowieczu zapewnia mnóstwo obszarów mieszkalnych) i żywność z pól lasów oraz lasów deszczowych, jest ono w stanie szybko wybudować duże miasta. Mvemba wybiera dodatkowo największą religię w grze i rozprzestrzenia ją w większości swych miast, dzięki czemu Kongo może zduplikować premie płynące ze wszystkich wierzeń, i to bez konieczności generowania nawet jednego punktu wiary. Jeśli uda mu się zyskać mimo wszystko jakieś punkty wiary, może wykorzystać je, by objąć patronatem wielkich ludzi, zwiększając umiejętność cywilizacji „Nkisi” do generowania wielu wielkich dzieł. Łącząc premie płynące z religii i wielkich dzieł, Kongo może dążyć do dowolnego rodzaju zwycięstwa, choć zwycięstwo kulturowe jest w tym przypadku najlepszym wyborem.
Kontekst historyczny
Praktycznie wszystko, co wiemy o długoletnich rządach króla Konga Alfonsa I, pochodzi z jego korespondencji z portugalskimi władcami Manuelem I i Janem III Avizem. Garstka faktycznie obecnych na jego dworze pobratymców nie miała o nim wiele do powiedzenia... albo po prostu niewiele o nim pisali. Na szczęście listy Alfonsa są rozbudowane, szczegółowe, a czasami nawet dość przenikliwe. Większość z nich składa się z zawziętego narzekania na utrudniających monarsze życie portugalskich podróżników, kolonistów, oficjeli i handlarzy.

Urodzony jako Mvemba a Nzinga, pierworodny Mwene Kongo (króla) Nzinga a Nkuwu, piątego ze swej dynastii, był już mężczyzną po trzydziestce, kiedy w maju 1491 r. do Mbanzy-Konga (stolicy) przybyli Portugalczycy podążający śladem odkrywcy Diogo Cao. Jego ojciec szybko i sprawnie przyjął katolicyzm (może po usłyszeniu historii o tym, jak Kościół nawracał inne królestwa, postanowił podjąć rozsądną decyzję), jednocześnie zgadzając się na portugalski przydomek Jana I. Mvemba również został ochrzczony, od tej pory zwąc się Alfonsem. Odwołany z prowincji Nsundi, którą dotychczas zarządzał, rozpoczął studia u boku bożych sług i portugalskich królewskich „doradców”. Zgodnie z kapłańskimi raportami pałał entuzjazmem jako „prawdziwy” wyznawca chrześcijańskiej wiary.

I faktycznie, był tak oddany Bogu, że nakazał niszczenie wszelkich tradycyjnych form sztuki, które mogłyby urazić chrześcijańskiego ducha. Zainicjował też program mający zachęcać mieszkańców prowincji do konwersji. Jego sojusz z portugalskimi katolikami przysłużył mu się wielce po śmierci ojca, gdyż królowie Konga byli wybierani i nikt nie mógł zagwarantować, że nasz konwertyta zastąpi starego króla, pomimo więzów krwi i wiary. Jednakże matka Alfonsa, kobieta przebiegła, zdołała zachować śmierć króla w tajemnicy aż do czasu, gdy jej syn mógł wrócić do stolicy i zebrać popleczników. Kiedy ostatecznie ogłoszono grobowe wieści, Alfons czekał już na to w gronie stronników (niebiańskich i zwyczajnych), by stać się wkrótce nowym Mwene Kongo.

A jednak w różanym ogrodzie Konga nie zabrakło kolców. Przyrodni brat Alfonsa, Mpanzu, zdołał w przeciągu tygodnia (dość szybko, zważając na czterodniowy kongijski tydzień) zebrać armię i wyruszyć z nią na M’banzę. Gdy odrzucił chrześcijaństwo, jego szeregi poczęły błyskawicznie puchnąć, uzupełniane wyznawcami Nzambi a Mpungu, stwórcy istniejącego wyłącznie poza światem fizycznym. Jak to potem ujął Alfons, kiedy Mpanzu próbował szturmem zdobyć stolicę, Bóg wyciągnął karzącą dłoń. Zjawa świętego Jakuba pojawiła się na przestworzach w towarzystwie pięciu „niebiańskich jeźdźców”, a niewierni agresorzy pierzchli z pola bitwy. Cud ten, opisany przez Alfonsa w liście (możliwe, że nie do końca rzetelnie), położył kres wszelkiej opozycji wobec jego władzy.

Wygląda na to, że dzięki cudownemu ocaleniu Alfons I zapragnął się upewnić, że jego królestwo podąża ścieżką prawości, i zaczął spędzać gros swojego czasu na staraniach ukatolicyzowania Konga. Ustanowił „Rzymskokatolicki Kościół Konga”, finansując jego kaplice i szkoły z zasobów królewskiego skarbca (głównie pochodzących z podatków ludu). Ocenia się, że w 1516 r. w M’banzie około 1000 uczniów uczyło się pisania, czytania i jak być dobrymi katolikami. Alfons spędził mnóstwo czasu na próbach zespolenia religijnych tradycji Konga z europejskim chrześcijaństwem – spełzły one na niczym. Wysyłał też do Europy część swojej rodziny, jak na przykład syna Kinu a Mvembę, który w 1518 r. został przez Watykan wyświęcony na biskupa.

Swoimi staraniami Alfons zapracował sobie wśród ojców Kościoła na tytuł „apostoła Konga”.

Mimo swej nieugiętej katolickiej wiary Alfons nie darzył Portugalczyków podobnie ciepłymi uczuciami. Choć pozornie wspierał inicjatywy modernizacyjne, odmówił mimo nacisków przyjęcia portugalskiego kodeksu prawnego i stawał naprzeciw ustawom, które pozwoliłyby na sprzedaż ziemi portugalskim inwestorom. Jednak zarzewiem największych sporów okazała się kwestia niewolnictwa. W rozpoczynającej się od 1526 r. serii listów Alfons potępia przemoc, którą propagowali Portugalczycy rozbudowujący atlantycki rynek handlu żywym towarem. Posunął się nawet do gróźb eliminowania łowców, którzy działali na terenach pod jego jurysdykcją. Winę za destabilizację państwa zrzucał również na nasilający się niewolniczy biznes w południowych prowincjach Konga. Jednakże wielu spośród rodzimych możnych czerpało spore zyski z handlu ludźmi, więc jedynym faktycznym ograniczeniem, które zdołał przeforsować, była królewska komisja uprawniona do określania statusu (od „wolności” po kilka stopni niewolnictwa) wszystkich wystawionych na sprzedaż osób.

Pomimo tego Alfons podpisał w 1512 r. traktat, według którego królestwo Konga przyjęło portugalskie instytucje, udzieliło eksterytorialnych praw żyjących w kraju Portugalczykom i zezwoliło ichniejszym handlarzom na handel „legalnymi” niewolnikami. Z pomocą Portugalczyków i dzięki ich sile handlowej Alfons odbudował stołeczne miasto w kamieniu. Portugalskie uzbrojenie i katolickie błogosławieństwo pozwoliły jego wojskom na poszerzenie granic królestwa na południe i wschód. Korona Konga miała też pod kontrolą wszelki handel zagraniczny, a Alfons zwiększył eksport kości słoniowej i rafii do Europy, by zapełnić jakoś skarbce i opłacić te wszystkie „nowoczesne” luksusy.

Kiedy żywot Alfonsa dobiegał już końca, część jego licznego potomstwa rozpoczęła manewry, by nie zmarnować zbliżającej się okazji. W 1539 r. podstarzały król uniknął skrytobójstwa w trakcie wielkanocnej ceremonii. Zorganizowała je, jak się okazało, między innymi grupa portugalskich obywateli. W 1542 r. (albo 1453 – kongijskie annały nie podają dokładnej daty) Alfonso zmarł spokojnie. Jego syn, Perdo, został następcą, lecz nie poradził sobie za dobrze, zrzucony parę lat później z tronu przez jednego z licznych wnucząt Alfonsa, Dioga.
icon_leader_mvemba
Czyń dobrze, a będziesz mieć dobrych sąsiadów.

Cechy

Cywilizacje

Preferencje

Cele
Żarliwa wiara
Lubi cywilizacje sprowadzające do Konga religie. Nie lubi cywilizacji, które założyły religię, lecz nie sprowadziły jej do kongijskiego miasta.
Religia
icon_leader_mvemba
Czyń dobrze, a będziesz mieć dobrych sąsiadów.

Cechy

Cywilizacje

Preferencje

Cele
Żarliwa wiara
Lubi cywilizacje sprowadzające do Konga religie. Nie lubi cywilizacji, które założyły religię, lecz nie sprowadziły jej do kongijskiego miasta.
Religia
Unikalna umiejętność

Konwertyta religijny

Nie może budować dzielnic świątynnych, zyskiwać wielkich proroków i zakładać religii. Otrzymuje wszystkie wierzenia dowolnej religii, która stała się dominująca w miastach tego przywódcy. Otrzymuje apostoła dominującej religii miasta za każdym razem, gdy ukończy w nim Mbanzę albo dzielnicę kulturalną.

Podsumowanie
Kongo pod przywództwem Mvemby to państwo paradoksów: religijna cywilizacja, która nie generuje wiary i nie posiada dzielnic świątynnych, a ponadto charakteryzuje się ogromną populacją pośrodku lasu deszczowego.
Szczegółowe podejście
Pierwszym krokiem Konga jest zajęcie jak największego obszaru lasu tradycyjnego lub deszczowego, co nie powinno być trudne... chyba że w pobliżu znajduje się Brazylia. Wykorzystując Mbanzę (która już w średniowieczu zapewnia mnóstwo obszarów mieszkalnych) i żywność z pól lasów oraz lasów deszczowych, jest ono w stanie szybko wybudować duże miasta. Mvemba wybiera dodatkowo największą religię w grze i rozprzestrzenia ją w większości swych miast, dzięki czemu Kongo może zduplikować premie płynące ze wszystkich wierzeń, i to bez konieczności generowania nawet jednego punktu wiary. Jeśli uda mu się zyskać mimo wszystko jakieś punkty wiary, może wykorzystać je, by objąć patronatem wielkich ludzi, zwiększając umiejętność cywilizacji „Nkisi” do generowania wielu wielkich dzieł. Łącząc premie płynące z religii i wielkich dzieł, Kongo może dążyć do dowolnego rodzaju zwycięstwa, choć zwycięstwo kulturowe jest w tym przypadku najlepszym wyborem.
Kontekst historyczny
Praktycznie wszystko, co wiemy o długoletnich rządach króla Konga Alfonsa I, pochodzi z jego korespondencji z portugalskimi władcami Manuelem I i Janem III Avizem. Garstka faktycznie obecnych na jego dworze pobratymców nie miała o nim wiele do powiedzenia... albo po prostu niewiele o nim pisali. Na szczęście listy Alfonsa są rozbudowane, szczegółowe, a czasami nawet dość przenikliwe. Większość z nich składa się z zawziętego narzekania na utrudniających monarsze życie portugalskich podróżników, kolonistów, oficjeli i handlarzy.

Urodzony jako Mvemba a Nzinga, pierworodny Mwene Kongo (króla) Nzinga a Nkuwu, piątego ze swej dynastii, był już mężczyzną po trzydziestce, kiedy w maju 1491 r. do Mbanzy-Konga (stolicy) przybyli Portugalczycy podążający śladem odkrywcy Diogo Cao. Jego ojciec szybko i sprawnie przyjął katolicyzm (może po usłyszeniu historii o tym, jak Kościół nawracał inne królestwa, postanowił podjąć rozsądną decyzję), jednocześnie zgadzając się na portugalski przydomek Jana I. Mvemba również został ochrzczony, od tej pory zwąc się Alfonsem. Odwołany z prowincji Nsundi, którą dotychczas zarządzał, rozpoczął studia u boku bożych sług i portugalskich królewskich „doradców”. Zgodnie z kapłańskimi raportami pałał entuzjazmem jako „prawdziwy” wyznawca chrześcijańskiej wiary.

I faktycznie, był tak oddany Bogu, że nakazał niszczenie wszelkich tradycyjnych form sztuki, które mogłyby urazić chrześcijańskiego ducha. Zainicjował też program mający zachęcać mieszkańców prowincji do konwersji. Jego sojusz z portugalskimi katolikami przysłużył mu się wielce po śmierci ojca, gdyż królowie Konga byli wybierani i nikt nie mógł zagwarantować, że nasz konwertyta zastąpi starego króla, pomimo więzów krwi i wiary. Jednakże matka Alfonsa, kobieta przebiegła, zdołała zachować śmierć króla w tajemnicy aż do czasu, gdy jej syn mógł wrócić do stolicy i zebrać popleczników. Kiedy ostatecznie ogłoszono grobowe wieści, Alfons czekał już na to w gronie stronników (niebiańskich i zwyczajnych), by stać się wkrótce nowym Mwene Kongo.

A jednak w różanym ogrodzie Konga nie zabrakło kolców. Przyrodni brat Alfonsa, Mpanzu, zdołał w przeciągu tygodnia (dość szybko, zważając na czterodniowy kongijski tydzień) zebrać armię i wyruszyć z nią na M’banzę. Gdy odrzucił chrześcijaństwo, jego szeregi poczęły błyskawicznie puchnąć, uzupełniane wyznawcami Nzambi a Mpungu, stwórcy istniejącego wyłącznie poza światem fizycznym. Jak to potem ujął Alfons, kiedy Mpanzu próbował szturmem zdobyć stolicę, Bóg wyciągnął karzącą dłoń. Zjawa świętego Jakuba pojawiła się na przestworzach w towarzystwie pięciu „niebiańskich jeźdźców”, a niewierni agresorzy pierzchli z pola bitwy. Cud ten, opisany przez Alfonsa w liście (możliwe, że nie do końca rzetelnie), położył kres wszelkiej opozycji wobec jego władzy.

Wygląda na to, że dzięki cudownemu ocaleniu Alfons I zapragnął się upewnić, że jego królestwo podąża ścieżką prawości, i zaczął spędzać gros swojego czasu na staraniach ukatolicyzowania Konga. Ustanowił „Rzymskokatolicki Kościół Konga”, finansując jego kaplice i szkoły z zasobów królewskiego skarbca (głównie pochodzących z podatków ludu). Ocenia się, że w 1516 r. w M’banzie około 1000 uczniów uczyło się pisania, czytania i jak być dobrymi katolikami. Alfons spędził mnóstwo czasu na próbach zespolenia religijnych tradycji Konga z europejskim chrześcijaństwem – spełzły one na niczym. Wysyłał też do Europy część swojej rodziny, jak na przykład syna Kinu a Mvembę, który w 1518 r. został przez Watykan wyświęcony na biskupa.

Swoimi staraniami Alfons zapracował sobie wśród ojców Kościoła na tytuł „apostoła Konga”.

Mimo swej nieugiętej katolickiej wiary Alfons nie darzył Portugalczyków podobnie ciepłymi uczuciami. Choć pozornie wspierał inicjatywy modernizacyjne, odmówił mimo nacisków przyjęcia portugalskiego kodeksu prawnego i stawał naprzeciw ustawom, które pozwoliłyby na sprzedaż ziemi portugalskim inwestorom. Jednak zarzewiem największych sporów okazała się kwestia niewolnictwa. W rozpoczynającej się od 1526 r. serii listów Alfons potępia przemoc, którą propagowali Portugalczycy rozbudowujący atlantycki rynek handlu żywym towarem. Posunął się nawet do gróźb eliminowania łowców, którzy działali na terenach pod jego jurysdykcją. Winę za destabilizację państwa zrzucał również na nasilający się niewolniczy biznes w południowych prowincjach Konga. Jednakże wielu spośród rodzimych możnych czerpało spore zyski z handlu ludźmi, więc jedynym faktycznym ograniczeniem, które zdołał przeforsować, była królewska komisja uprawniona do określania statusu (od „wolności” po kilka stopni niewolnictwa) wszystkich wystawionych na sprzedaż osób.

Pomimo tego Alfons podpisał w 1512 r. traktat, według którego królestwo Konga przyjęło portugalskie instytucje, udzieliło eksterytorialnych praw żyjących w kraju Portugalczykom i zezwoliło ichniejszym handlarzom na handel „legalnymi” niewolnikami. Z pomocą Portugalczyków i dzięki ich sile handlowej Alfons odbudował stołeczne miasto w kamieniu. Portugalskie uzbrojenie i katolickie błogosławieństwo pozwoliły jego wojskom na poszerzenie granic królestwa na południe i wschód. Korona Konga miała też pod kontrolą wszelki handel zagraniczny, a Alfons zwiększył eksport kości słoniowej i rafii do Europy, by zapełnić jakoś skarbce i opłacić te wszystkie „nowoczesne” luksusy.

Kiedy żywot Alfonsa dobiegał już końca, część jego licznego potomstwa rozpoczęła manewry, by nie zmarnować zbliżającej się okazji. W 1539 r. podstarzały król uniknął skrytobójstwa w trakcie wielkanocnej ceremonii. Zorganizowała je, jak się okazało, między innymi grupa portugalskich obywateli. W 1542 r. (albo 1453 – kongijskie annały nie podają dokładnej daty) Alfonso zmarł spokojnie. Jego syn, Perdo, został następcą, lecz nie poradził sobie za dobrze, zrzucony parę lat później z tronu przez jednego z licznych wnucząt Alfonsa, Dioga.