Fryderyk (który doczekał się później od swoich niepokornych włoskich poddanych przydomka Rudobrody, czyli „Barbarossa”), kolekcjonował zaszczytne tytuły równie sprawnie, jak nowych wrogów. W momencie śmierci w czerwcu 1190 r. miał już pokaźne kolekcje z obydwu tych kategorii. Przed odejściem zdążył pokonać wszystkich swoich przeciwników... oprócz tej jednej odległej, wartkiej rzeki. Historycy uważają go za jednego z najwspanialszych (jeśli nie najwspanialszego) średniowiecznych władców Świętego Cesarstwa Rzymskiego... Cóż, w końcu zajmował się tym jako pierwszy. Na tle pozostałych cesarzy jego długowieczność, ambicja, zdolności organizacyjne, bojowe, polityczne i dobrze ukierunkowane okrucieństwo czyniły go praktycznie nadczłowiekiem w tej „mrocznej” epoce europejskiej cywilizacji.
Fryderyk urodził się w 1222 r. w rodzinie, która uważała się za potomków Karola Wielkiego. Odziedziczył dzięki temu księstwo Szwabii – jedno z ok. 1600 drobnych księstewek i miast-państw, które składały się na ówczesne „Niemcy” – i wziął je pod swoje władanie w 1147 r. Nigdy nie potrafił zbytnio usiedzieć na miejscu, więc nie minęło wiele czasu, zanim dołączył do wuja, Konrada III, króla Niemiec, w niefortunnej drugiej krucjacie. Podczas gdy Francuzi wybrali się do Ziemi Świętej dłuższą, lecz bezpieczniejszą drogą, Konrad wytyczył marszrutę prosto przez Anatolię, gdzie jego siły zostały zdziesiątkowane przez Turków Seldżuckich w bitwie pod Doryleum, a potem zmuszone do odwrotu w kierunku wybrzeża, gdzie większość ocalałych zdezerterowała, obierając samodzielny kurs na dom. Nieugięty Fryderyk wykazał się wtedy jednak w boju i udowodnił, jak sprawnie potrafi upuszczać wrażą krew. Kiedy więc Konrad zmarł w 1152 r., schedę po nim przejął właśnie Fryderyk, a nie monarszy syn (który miał wtedy w końcu tylko sześć lat).
4 marca we Frankfurcie Fryderyka koronowano „elekcyjnym” królem Niemiec. Pięć dni później w Akwizgranie został obwołany królem Rzymian (nie żeby ktoś z Rzymian specjalnie go chciał, co zresztą tłumaczy koronację w niemieckim mieście). Niemcy były w tym okresie zwaśnioną mozaiką książąt, diuków i innej rozlazłej błękitnej krwi posiadającej prawa do majątków – zarówno wielkich jak Bawaria, jak i zbyt małych, żeby je w ogóle znaleźć na mapie (nie tylko przez braki w ichniejszej kartografii). Fryderyk zdał sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na ustabilizowanie kraju może być wspólny cel... czyli zaprowadzenie niemieckiego imperialnego prawa na włoskich ziemiach. Tym samym stanął naprzeciw ogółowi krain, w których feudalizm stopniowo wygasał, chcąc przywrócić go do pełni chwały i w ten sposób przekupić niemieckich władyków kolekcją luksusowych przywilejów.
Fryderyk, aby przywrócić Niemcom dawną chwałę, którą zdobyli Karol i Otton Wielki poprzez sponiewieranie Włochów, musiał wpierw podlizać się papiestwu. Poza tym zależało mu na anulowaniu pozbawionego nie tylko miłości, ale, co gorsza, potomstwa, małżeństwa z Adelą z maleńkiego Vohburgu. W marcu 1153 r. zawarł z papieżem Eugeniuszem III traktat w Konstancji, według którego niemiecki władca przysięgał bronić papiestwa, nie zawierać pokoju z Sycylijczykami i innymi wrogami prawdziwego Kościoła oraz odzyskać Rzym z rąk nieokrzesanych republikanów. I tak właśnie zdołał pogonić Adelę.
Skoro Fryderyk miał już wymówkę i błogosławieństwo Ojca Świętego, mógł wyruszyć na południe, co uczynił w październiku 1154 r. Najpierw przemocą zmusił do uległości Mediolan, a potem splądrował i zdewastował upartą Tortonę. Zdobył wreszcie Żelazną Koronę i tym samym objął tron Italii. Pawia, Bolonia, Toskania wyznaczały jego trasę do samego Rzymu. Tam, w Watykanie, spotkał się z nowym papieżem, Hadrianem IV. Nazajutrz, 18 czerwca 1155 r., w Bazylice św. Piotra Hadrian koronował Fryderyka I na Świętego Cesarza Rzymskiego wśród wiwatów niemieckich wojsk i kamiennego milczenia Rzymian. Niewdzięczni tubylcy szybko rozpoczęli za to zamieszki, a Fryderyk spędził dzień swojej koronacji na pacyfikacji miasta, co doprowadziło do śmierci mniej więcej tysiąca Rzymian. Po swoim udanym pierwszym włoskim tournée Fryderyk wrócił do Niemiec, zabrawszy uprzednio papieża. Po drodze napadł jeszcze na Spoleto i spotkał się z emisariuszami cesarza Bizancjum.
Po swoim powrocie Kaiser Rotbart (jak nazywali go Niemcy) odkrył, że szlachta nadal wodzi się za łby przez swoje majątkowe niesnaski. Zakończył te niepokoje z właściwą sobie subtelnością, przetasowując tytuły oraz ziemie książąt i diuków tak, by nie mogli liczyć na wsparcie nowych poddanych. I tak, dla przykładu, przekazał księstwo bawarskie kuzynowi, który pełnił wówczas rolę diuka Saksonii, a uprzedniego diuka Bawarii uczynił odpowiedzialnym za Austrię. I tak to szło. Po drodze, w 1156 r., zdążył jeszcze poślubić Beatrycze Burgundzką, co pozwoliło mu zdobyć koronę króla Burgundii w roku 1178.
Jak to mawiają, zło nigdy nie śpi. Cesarz Fryderyk Barbarossa poprowadził jeszcze cztery inwazje na Włochy (w latach 1158, 1163, 1166 i 1174), głównie w celu ustalenia – raz po raz – kto zasiądzie na tronie Piotrowym. Wykonał też... kilka podejść do problemu normańskiej Sycylii, ale wciąż odwracały jego uwagę jakieś rewolty w północnej Italii i niepokoje w Nadrenii. Podczas swojej piątej ekspedycji do Italii napotkał na swojej drodze Ligę Lombardzką, do której oprócz różnych włoskich miast dołączyły też Sycylia i Konstantynopol. I tak starzejący się, choć nadal budzący grozę Fryderyk poniósł porażkę w 1175 r. pod Alessandrią. Europa była w szoku. Kiedy niemieccy diukowie odmówili udzielenia pomocy, w maju 1176 r. Fryderyk odniósł ostateczną klęskę pod Legnano nieopodal Mediolanu. Święty Cesarz Rzymski nie miał wyboru, jak tylko przystać na pokój w Anagni i dopuścić tym samym Aleksandra III na papieski tron.
Kolejną dekadę Fryderyk spędził w stosunkowo „pokojowy” sposób... mszcząc się na niemieckich diukach (w tym na własnym kuzynie), którzy nie zechcieli wesprzeć jego ryzykownej wyprawy do Włoch, i ponownie pokazując Włochom, gdzie ich miejsce, dzięki połączeniu sił z lokalną zaściankową szlachtą w celu rozstawienia po kątach kilku toskańskich miast. Wydaje się, że ten stary wojownik był niestrudzony. Na pewno nie można powiedzieć o nim, że miał miękki charakter. W 1189 r. dołączył na rozkaz nowego papieża do trzeciej krucjaty wraz z francuskim i angielskim królem, Filipem II i Ryszardem I. Nigdy jednak nie stanął twarzą w twarz z Saladynem, gdyż utonął w czerwcu 1190 r., próbując przekroczyć rzekę Salef konno, zamiast przeciskać się zatłoczonym mostem. Można by rzec, że to godny koniec dla kogoś pokroju Barbarossy (tylko konia żal).